Moja historia odchudzania

Autor: Marzena Sosnowska — Grudzień 18, 2012

Schudnięcie zawsze wydawało mi się celem nie do zrealizowania. Kiedy tylko podejmowałam jakieś próby już po tygodniu łamałam dietę i objadłam się do granic możliwości. Poza tym jedzenie zawsze mnie uspokajało i sprawiało, że czułam się choć przez chwilę szczęśliwa. Niestety tylko przez chwilę. Wystarczyło, że wyszłam na ulicę i zobaczyłam jakieś szczupłe dziewczyny, żebym poczuła się okropnie gruba oraz zaniedbana. Najgorzej było jednak w czasie zakupów. Kiedy nie mogłam zmieścić się w jakieś ubranie wolałam wyjść ze sklepu niż wziąć większy rozmiar. Oprócz tego, że nie miałam żadnych odpowiednich i ładnych rzeczy to na dodatek po wizycie w sklepie musiałam poświęcić dużo czasu, zazwyczaj w towarzystwie kalorycznego jedzenia, aby wrócić do względnej równowagi. Z czasem zauważyłam, że coraz bardziej zamykam się na świat i ludzi, a także chodzę naburmuszona oraz zła. Postanowiłam, że muszę to zmienić i poprosiłam o pomoc dietetyka. Wiedziałam bowiem, że sama sobie nie poradzę, a diety-cud tylko pogarszały moją sytuację. Zmagania postanowiłam opisać w pamiętniku. Myślę, że to była druga, obok wizyty u dietetyka, z przełomowych decyzji, którą podjęłam w tamtym czasie. A oto i zapis moich zmagań.

 

źródło zdjęcia: stylistka.pl

Tydzień 1

Czascoś zmienić i to nieodwracalnie, dlatego umówiłam się na wizytę u dietetyka. Termin zarezerwowany, motywacja jeszcze nie zginęła więc czas przystąpić do działania.

Reakcja po wizycie: myślałam, że ważę znacznie więcej! To świetnie będzie mniej zrzucania. 67 kg przy wzroście 160 cm to jeszcze nie koniec świata. Wygląda na to, że oprócz zrzucenia wagi będzie czekała mnie praca nad sobą. Co ciekawe moja nowa dieta nie wyklucza wszystkich moich ulubionych potraw. Często wystarczy, że przygotuje je nieco inaczej lub zjem mniejszą porcje. Najgorsze będzie jednak niejedzenie słodyczy. Muszę to jakoś przetrwać. A tymczasem idę na zakupy. Czas zaopatrzyć lodówkę w odpowiednie produkty.

Zgodnie z zaleceniami dietetyka zapisałam się na różne zajęcia ruchowe. Basen, aerobik i taniec brzucha powinny skutecznie wypełnić mi czas oraz sprawić dużo przyjemności. Co do diety to ugotowałam sobie dzisiaj rano zupę i zabrałam ją do pracy. Mimo, że nie miała dużo kalorii była pyszna, a także syta. Poza tym zjadłam śniadanie, a w dzisiejszym menu pojawią się jeszcze zdrowe przekąski oraz sałatka z kurczakiem. Co ciekawe nigdy dotąd nie jadłam 5 posiłków dziennie. Wydawało mi się, że nie mam na nie czasu. Zwykle odstępy między nimi wynosiły 5, 6 godzin, a nie 3 tak jak teraz. Brakuje mi tylko coli, w końcu woda i herbatki to nie to samo. Obym tylko wytrwała.

źródło zdjęcia: sxc.hu

Byłam dzisiaj na pierwszych zajęciach fitness. Strasznie się zmęczyłam, ale jeśli będę systematycznie wykonywała ćwiczenia siłowo-wytrzymałościowe to powinnam szybko zobaczyć efekty. Tak przynajmniej powiedziano mi w klubie Przeraża mnie tylko to, że będę musiała robić je 4-5 razy w tygodniu. Muszę znaleźć kogoś kto mi potowarzyszy. W innym razie moja motywacja szybko spadnie.

 

Tydzień 2

Drugi tydzień zmagań rozpoczęty. Poprzedni przetrwałam bez większych pokus, ale teraz nie będzie już tak łatwo. Zazwyczaj w tym momencie kończyłam z dietami. Sprawę nie ułatwiają zakwasy. Najgorsze było jednak niezjedzenie szarlotki mojej mamy w ostatnią niedzielę. Udało mi się wytrzymać, ale do dziś czuję boski zapach cynamonu i jabłek. Idę pojeździć na rowerze w innym razie spałaszuje ukryte głęboko w szafce ciasteczka i zmarnuję piękna pogodę na wyrzuty sumienia.

Właśnie wróciłam z ważenia. Okazało się, że schudłam 3 kg. Wiem, że na początku waga szybciej spada, ale liczę, że kolejne tygodnie pozwolą na podobny spadek. Strasznie się cieszę, bo miałam wiele okazji do złamania diety. Na szczęście pogoda dopisywała i z chęcią wychodziłam z domu, żeby poćwiczyć. Oprócz tego dostałam dzisiaj nowy plan jedzeniowy. Nie wygląda źle jest w nim dużo owoców i warzyw chude mięso z kurczak i indyka, ryby, nabiał itp. Dzięki niemu będę miała okazję wypróbować kilka nowych przepisów.

 

źródło zdjęcia: czas-na-diety.pl

Tydzień 3

To prawda, że mam więcej energii poprawiła mi się cera i zrzuciłam już kilka kilogramów,ale ochota na pizze z dużo ilością sera nie opuszcza mnie od kilku dni. Co zrobić przecież poddanie się oznacza powrót do starych nawyków i brak akceptacji siebie. Muszę być silna i skupić się na ćwiczeniach. Co ciekawe zauważyłam już pewne zmiany w ciele. Mam mocniejsze mięśnie, a na tańcu brzucha radzę sobie coraz lepiej nawet z skomplikowanymi i wymagającymi kondycji ruchami. Jeśli będę myśleć pozytywnie wszystko powinno pójść po mojej myśli.

Kolejne 1,5 kg za mną! Uczczę to dzisiaj zieloną herbatą i paroma orzechami. Ciesze się, że mimo wyrzeczeń nadal mogę jeść i pić produkty, które mi smakują. Nie czuję głodu, jestem radośniejsza, a w przyszłym tygodniu planuje iść na zakupy. Czas wyjść z cienia i zacząć cieszyć się życiem.

źródło zdjęcia: zdrowejedzenie.blox.pl

 

Tydzień 4

Ćwiczę, jem zdrowo i zgodnie z zaleceniami dietetyka i co najważniejsze nie mam już zachcianek na niezdrowe jedzenie. Jak tak dalej pójdzie przeciągnę odchudzanie na kolejny miesiąc. W zasadzie czemu nie? To już nie jest tylko dieta, ale sposób na życie. No może pozwolę sobie za jakiś czas na coś słodkiego i ograniczę ilość ćwiczeń, ale generalnie widzę jedynie same plusy moich ostatnich działań.

Ostania wizyta u dietetyka za mną. Waga pokazała utratę 1,5 kg, co daje w sumie 6 kg. Do tego mam lepszą kondycję, ładniejszą cerę i w ogóle czuje się jakoś lepiej. Ostatnio kupiłam nowe ubrania i zakupy nie zakończyły się dramatem i jękami zawodu. Zdecydowałam więc zrzucić jeszcze kilka kilogramów, żeby poczuć się jeszcze lepiej. Lekarz nie widzi przeciwwskazań, dlatego wykorzystam dobrą passę i pójde za ciosem. W końcu odzyskałam kontrolę nad apetytem i co ważniejsze nad sobą. Nie pozostaje mi więc innego tylko postawić sobie kolejne zadanie do zrealizowania.

Kiedy czytam moje zapiski widzę osobę, która początkowo była zakompleksiona, niepewna siebie i nieszczęśliwa. Teraz wszystko uległo zmianie. Czasami nie wierze wręcz w swoją przemianę. Wyglądam świetnie, ważę 55 kg. Czuję się doskonale i mam wrażenie, że wyrwałam się z jakiegoś zaklętego kręgu. Jak widać warto być konsekwentnym i przemyśleć dokładnie swój sposób postępowania. Gdyby nie pomoc dietetyka zapewne znowu zastosowałabym nowomodną dietę, a potem zastawiała się, dlaczego po raz kolejny nie udało mi się jej zachować. Warto więc walczyć o siebie, ale tylko w mądry i przemyślany sposób.

Reklama: