Moja wygrana z nadprogramowymi kilogramami…i samą sobą

Autor: Redakcja — Listopad 15, 2013

Zawsze byłam pulchna, odkąd pamiętam. Gdy byłam dzieckiem rodzice nigdy nie żałowali mi niczego, często kupowali mi słodycze, zabierali do Mc Donald’s czy dawali pieniądze za które kupowałam niezdrowe przekąski gdy bawiłam się na podwórku z koleżankami. Moje zwyczaje żywieniowe nie ulegały zmianie z biegiem czasu. Wciąż wybierałam ciężkie, wysokokaloryczne potrawy, popijając je słodkimi, gazowanymi napojami. Głównymi przekąskami w moim menu były chipsy, paluszki i ciasteczka. I tak do studiów. Przy wzroście 160 cm ważyłam 78 kg i muszę przyznać, iż byłam najtęższą dziewczyną w grupie.

Choć wyjątkowo późno, to dopiero wtedy przejrzałam na oczy, jaką krzywdę dotychczas sobie robiłam. Moja tusza blokowała mnie przed nawiązaniem nowych znajomości. Gdy koledzy i koleżanki z grupy wychodzili na spotkania integracyjne i do klubów, ja wracałam do domu i płakałam w poduszkę. Po raz pierwszy w życiu czułam się źle w swoim ciele. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo niszczę siebie odżywiając się w ten sposób. Presja zadbanej figury i idealnego wyglądu ominęła mnie aż to studiów. Czułam się samotna, a co gorsze wiedziałam, że nikt nie może mi pomóc. Prócz mnie samej.

źródło: sisoft.com.tr

źródło: sisoft.com.tr

Postanowiłam, iż tak dłużej być nie może. Chciałam schudnąć dla siebie, by poczuć się dobrze w swoim ciele. Pełna zapału zaczęłam najgorzej jak mogłam, od głodówki. Wytrzymałam dwa dni, po upływie których wręcz rzuciłam się na jedzenie. Próbowałam jeszcze kilka razy, zawsze z takim samym skutkiem. Po roku nierównej walki z samą sobą myślałam, że już nie dam rady. Byłam bliska pogodzenia się z tym, że moje życie może już tak wyglądać zawsze. Że już zawsze będę odpowiadać za to jak wyglądał mój jadłospis od dziecka.

Nie jestem w stanie określić kiedy dokładnie nastąpił przełom. To stało się jakoś samoistnie. Chodząc po forach o dietach i sposobach odżywiania trafiałam na wiele artykułów mówiących o 5 posiłkach dziennie i aktywności fizycznej, o tym jak mądrze to rozplanować. Zawsze uważałam, iż tylko restrykcyjna dieta pomoże mi osiągnąć cel, którym było szczupłe ciało. Dodatkowo nienawidziłam ćwiczeń! Ponieważ nie byłam dobra w „niejedzeniu” postanowiłam spróbować jeść często a mniej. Początkowo moją aktywnością były wieczorne spacery z psem. Mój pupil pewnie ucieszył się z mojego małego eksperymentu, ponieważ teraz zamiast jednego okrążenia wokół bloku otrzymywał godzinną wyprawę do parku.

Choć systematyczność nigdy nie była moją mocną stroną, postanowiłam się zawziąć. Chociaż jeden miesiąc, by sprawdzić czy zadziała. Jadłam 5 posiłków dziennie, każdy o stałej godzinie. Odstawiłam jedynie niezdrowe przekąski, ograniczyłam tłuste potrawy, choć wciąż jadłam ryż, makaron czy chleb, to uważniej dobierałam dodatki do nich. Tłuste sosy zastąpiły warzywa gotowane na parze, teraz jadłam tylko chude mięso. Na drugie śniadanie i podwieczorek wybierałam suszone lub świeże owoce, czasem jogurt naturalny lub kefir. Codziennie wieczorem wychodziłam na godzinny spacer, z czasem przyśpieszałam tempo kroków.

źródło: arabia.msn.com

źródło: arabia.msn.com

I wiecie co? W pierwszy miesiąc zrzuciłam 3 kg! Myślałam, że oszaleję ze szczęścia, gdy waga pokazała 75 kg. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Jak to? Wystarczyło uregulować posiłki, lekko zmodyfikować ich składniki i zacząć się ruszać aby obniżyć wagę ciała, która od kilku lat szła jedynie w górę? To mnie zmotywowało, dalej kontynuowałam wypracowany system odżywiania, choć teraz spacery zastąpił trucht. Waga wciąż spadała a ja muszę przyznać, iż czułam się coraz lepiej, psychicznie i fizycznie.

Osoba, którą widziałam w lustrze, w końcu zaczęła mi się podobać. Po roku zeszłam do wagi 62 kg i czuję się świetnie! Ruch stał się nieodzownym elementem mojego życia, a systematyczne jedzenie sprawia, iż zapomniałam już co znaczy głód. Jestem szczęśliwa nie tylko z powodu mniejszej wagi ale przede wszystkim z tego, że udało mi się to samej osiągnąć. Zawalczyłam o siebie i nie poddałam się w momencie największego zwątpienia.

Iwona P.

Reklama: