Walka z motywacją

Autor: Redakcja — Marzec 25, 2014

„Pulchniutkie maleństwo”, czyli kilka słów o historii

Zacznę od początku. Patrząc na swoje zdjęcia z dzieciństwa, widzę dziecko o naprawdę sporej nadwadze. Inni chyba mają podobnie, ponieważ, gdy rodzina je ogląda najczęściej padają o mnie słowa „ale słodkie, pulchniutkie maleństwo”. Pytając mamę o to, dlaczego nie zadbała wtedy o moją „tuszę”, mówiła, że nie dało mi się odmówić tego jednego batonika więcej… I chyba tak zostało przez cały mój okres dorastania. Niestety uległość mojej mamy przerodziła się chyba w moją słabą wolę: ja też nie potrafiłam odmówić sobie kolejnego cukierka, ciasteczka, tortu, pizzy… Zaczęłam studiować – dwa dzienne kierunki, plus do tego praca w weekendy. Niestety, nie byłam w stanie jeść zdrowo i regularnie, bo nie miałam na to czasu. Wracałam do domu zmęczona i jedynym moim marzeniem wtedy był odpoczynek na kanapie. Tym sposobem, będąc już dorosła, przy wzroście 164 cm, ważyłam 74 kg.

Po co mi to całe odchudzanie?

Women jogging outdoorsCo dziwne, nie miałam ochoty nawet chudnąć. Ja i ćwiczenia? O nie, nie będę przecież robić tego co wszyscy! Wyobraźcie sobie zatem moją postawę, kiedy nastała moda na „wielkie odchudzanie” czy „zdrowe jedzenie”… Po co to komu? Może i mam kilka kilogramów więcej, jednak, to, że wchodzę po schodach dwa razy wolniej niż moja współlokatorka, to tylko i wyłącznie moja sprawa… Za oknem mojej kuchni widać park, w którym nagle przybyło mnóstwo radosnych biegaczy… Biegają rano, w południe, wieczorem. „I po co oni to robią? Pewnie na pokaz” – myślałam, tak naprawdę wściekając się gdzieś w głębi, że ja właśnie siedzę i jem kolejną porcję makaronu. Telewizja, gazety, billboardy – wszędzie tam widać było ćwiczące panie, metamorfozy gwiazd i porady o odchudzaniu. Najbardziej denerwowały mnie jednak te wszystkie slogany odwołujące się do motywacji: myślałam, że to jedynie zbędne frazesy mające przykuć uwagę zakompleksionych pań.

Motywacja – od tego się zaczyna

Aż pewnego dnia, moja przyjaciółka (doktorantka psychologii) zaprosiła mnie na weekendowe warsztaty na temat motywacji, które miała prowadzić. Aby spełnić obowiązki dobrej przyjaciółki postanowiłam sprawić jej radość i wziąć w nich udział. I tochyba był ten przełomowy moment w historii mojego odchudzenia…
Kasia podczas wykładu opowiadała o tym jak wypracować w sobie motywację. Niby banalne frazesy, ale nagle zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę spoglądanie na innych nie ma żadnego sensu. Motywacja nie bierze się z tego, że chcemy wyglądać jak inni i robić to co oni, tylko z tego, że chcemy sami dokonać jakiś zmian w życiu. Czy to, że nie chcę zrzucić zbędnych i tak naprawdę przeszkadzających mi kilkunastu kilogramów nie jest spowodowane tym, że nie mam w sobie siły woli?
Zostałam na następnych wykładach. Zdałam sobie sprawę, że to nie w tym całym świecie, ale we mnie może być coś nie tak – przecież tak naprawdę wcale nie jestem zadowolona z tego, że ważę aż 20 kg za dużo, więc dlaczego tego nie zmienić? Czuję się źle, myślę o tym, że jestem gorsza od innych, ale stale nie chcę poprawić jakości swojego życia, by nikt nie pomyślał o mnie, że ulegam panującej modzie.Wróciłam do swojego rodzinnego miasta i zrobiłam rachunek sumienia. Pomyślałam o biegaczach – przecież to oni sami chcieli podjąć wysiłek, nikt ich do tego nie zmusił. Kolejna ulotka zachęcająca do zapisania się na zajęcia z aerobiku – skoro są, to znaczy, że ludzie biorą udział w takich zajęciach. A jeśli tak jest, to oznacza, że przynosi im to jakieś korzyści…

Go!

Moment zmiany

Postanowiłam, że i ja zmienię coś w sobie. Zapisałam się na siłownię, bo jednak sama wolę dobierać ćwiczenia. Na początku było trudno, ale gdy nie dawałam rady, po prostu nie katowałam się i przerywałam – przecież robiłam to już jedynie dla siebie samej i to ja mam czuć się dobrze. Dzięki temu nawet wstawanie 30 minut wcześniej i przygotowywanie zdrowych posiłków nie przysparzało mi problemów. Tak naprawdę poprawiłam nawet swoje zdolności kulinarne, co spodobało się mojemu partnerowi, którego poznałam na siłowni (on odchudzał się ze względów zdrowotnych). Co ciekawe, nawet ja stałam się fanką biegania… Co prawda, dość wolnego i tylko rekreacyjnego, ale nadal pozwalającego czuć się lepiej sama ze sobą.

Po całkowitej zmianie nastawienia i po upływie około pół roku pozbyłam się 20 kg i teraz przy wzroście 164 cm ważę 54 kg. I wiecie co? Czuję się naprawdę lepiej – sama ze sobą, ze swoimi myślami. Poprawiła się także moja samoocena: już nie jestem tą zgorzkniałą księgową, tylko zdrowo wyglądającą, milszą dla ludzi i siebie samej osobą, która wierzy, że zmiany w życiu rozpoczynają się od tych w naszych myślach. Dlatego na pytanie jak schudnąć odpowiem jedynie, że walką ze swoimi myślami i motywacją. A po co schudnąć? Po to, by poprawić swoją samoocenę i zacząć patrzeć na świat w nieco bardziej różowych okularach.

Karolina

Reklama: