Wymarzone podróże z wymarzoną wagą

Autor: Redakcja — Lipiec 31, 2014

Moja waga chyba zawsze nie należała do tych idealnych. Brak wcięcia w talii i fałdki na brzuchu to problemy, z którymi borykałam się już od czasów gimnazjalnych. Jednak tak naprawdę moja waga nie przeszkadzała mi w codziennym funkcjonowaniu. Miałam przyjaciół, w szkole szło mi dobrze – na studiach później też, więc cieszyłam tym co mam. Co z tego, że ważę te 10 kg za dużo?

Woman stretchingOd zawsze jednak moją wielką pasją były podróże i turystyka. Moje problemy z wagą zaczęły się więc wtedy, gdy zaczęłam podróżować w dalekie rejony… Oczywiście, wyjazd do Krakowa czy Kazimierza Dolnego nie był dla mnie problemem. Jednak wycieczki w ciepłe kraje, takie jak np. Portugalia (o Egipcie nie wspominając), czasami wiązały się ze sporym wyzwaniem. Nie chodziło o to, że wyglądałam źle w kostiumie czy krótkich bluzkach (choć tak rzeczywiście było – w końcu kto chce się patrzeć na 75 kg kobietę w bikini o wzroście 165 kg), lecz najbardziej uciążliwe stało się dla mnie to, iż nie mogłam sobie dać rady… z gorącem. Moje kilogramy stały się dla mnie po prostu barierą nie do pokonania. Było mi ciężko, musiałam robić wiele przystanków, by odpocząć i pooddychać. Tyle dodatkowego „ogrzewania” robi swoje… Pragnęłam zrzucić z siebie całe ciało – przecież nie dość, że byłoby mi wygodniej, na pewno czułabym się zdrowsza.

No i tak zaczęła się moja przygoda z chudnięciem. Przeszłam na dietę, jednak głównie opierała się ona na ograniczeniu jedzenia słodyczy. W zamian za to chude mięso i ryby stały się podstawą mojego posiłku. Obok diety, zaczęłam też sporo ćwiczyć. Co ciekawe, mój trening nie składał się z bardzo wymagających ćwiczeń. Podstawę stanowiły: pilates, ćwiczenia rozciągające, stretching i joga – dzięki nim mogłam się uspokoić i wyciszyć. Ponadto co dwa dni biegałam po 30 minut dziennie, a w weekendy chodziłam na basen. Wszystko to pozwoliło mi przede wszystkim na zmianę myślenia. Choć nigdy nie należałam do osób leniwych, moje życie nabrało jeszcze większego tempa. Miałam energię, zaczęłam myśleć też o sobie nieco pozytywniej – przecież trzeba dbać o własne ciało i zdrowie. Może to wielu zdziwić, ale nie spotkałam księcia z bajki, nie przeżyłam traumy – odchudzanie zaczęłam po to, by po prostu lepiej korzystać z życia.

Teraz ważę 53 kg i czuję się świetnie. Nadal biegam i staram się unikać niezdrowego jedzenia. Nie dość, że poprawiłam swoją samoocenę, czuję się lepiej, jestem wypoczęta, to na dodatek moje podróże nie są dla mnie teraz żadnym wyzwaniem. Planuję wyjechać na kilka miesięcy do Afryki i myślę, że moja waga w połączeniu z wysokimi temperaturami mi w tym nie przeszkodzą.

Reklama: